Posty

Wyświetlanie postów z 2023

Chojnik Maraton 2023.

Obraz
Chojnik Maraton. Ten bieg jest dla mnie szczególny pod wieloma względami. Uwielbiam Karkonosze, kocham tu być. W rankingu miejsc, w których spędzam najwięcej czasu kiedy nie jestem w domu, zdecydowanie na pierwszym miejscu są Karkonosze. Lubię biegać po karkonoskich szlakach, podchodzi mi ich zmienność, techniczna złożoność, kamienie. Zdecydowanie wolę biegać po trudniejszych technicznie trasach niż po prostych, udeptanych ścieżkach. Podchodzi mi także sam dystans, bo na dystansie maratońskim w górach czuję się najlepiej. Jednak ten bieg nabrał dla mnie znaczenia pod jeszcze innym względem, bo w zeszłorocznej edycji biegłam tu po raz pierwszy z "nową świadomością siebie". Było to krótko po dość przełomowym momencie w moim życiu, w którym odkryłam, że mogę być autystyczna. Ta świadomość, że w końcu wiem kim jestem, była tak wzmacniająca, że podczas biegu doświadczyłam jednego wielkiego flow . Od tamtej pory jakby przeklikało się coś w mojej głowie. Jestem bardziej pewna siebie...

Lipiec i sierpień. Z górki, pod górkę, z górki, pod...

Bardzo chciałam żeby ogólne brzmienie treści na tym blogu było pozytywne. A tu wyszedł mi taki klops. Post znaczy się, w którym pozytywnie nie jest. Jest chyba dość smutno i pisząc go, czułam jak bardzo podcięte są moje skrzydła, ale jednak z uporem maniaka, tudzież autystki, próbuje je sklejać, bo chcę lecieć dalej. Lipiec zaczął się od Biegu Marduły, po którym emocje trzymały mnie jeszcze kilka dobrych dni. Po tym biegu bardzo mocno do mnie dotarło, że całkiem umiem w to bieganie po górach i że praca na treningach przynosi efekty. Że mnie, osobę z takim a nie innym ciałem, taką a nie inną konstrukcją psychiczną stać  na osiąganie fajnych wyników w sporcie i że czas mocniej wierzyć w siebie. I dalej robić swoje, podążać swoją drogą i kierować się swoją intuicją. Do pewnego momentu cieszyłam się tym przypływem pozytywnej energii i mocy, aż kilka spraw mnie mocno ściągnęło na ziemię. Rzuciłam się w wir poszukiwania pracy, które idzie mi jednak gorzej niż się spodziewałam. Nie ...

To, co wchodzi najoporniej.

Obraz
Zmiany. Nigdy nie znosiłam ich zbyt dobrze. Nigdy nie lubiłam. Ostatnia rzecz, do której dążyłam. Wywalać do góry nogami bezpieczną rzeczywistość, do której się zaadoptowałam i w której nauczyłam się żyć. Gdy nawet najmniejsza zmiana w planie dnia potrafi mi niekiedy rozwalić system i sprawić, że czuję się rozbita i pogubiona, nie ma opcji, żebym poważniejsze zmiany w życiu, mam na myśli te przełomowe, znosiła dobrze. Takie zmiany zawsze napawały mnie lękiem, nawet jeżeli miały być na lepsze. Zwykle odwlekałam je w czasie na ile się dało. Często do momentu, kiedy sytuacja była podbramkowa i nie było wyjścia.  Nie inaczej jest teraz. Zmiana dotyczy mojego życia zawodowego i - teoretycznie - chciałam wprowadzić ją już dawno. Wiele razy próbowałam podejść do tematu, jednak za każdym razem coś mnie powstrzymywało. Coś, czyli lęk. Przed tym, że będę musiała porzucić całą dotychczasową rutynę dnia, wyjść ze swojej bezpiecznej norki i wejść na nieznany grunt. Zetknąć się z ludźmi i nauczy...

Bieg Marduły 2023.

Obraz
O tym, że ten bieg pokonałam całą sobą przypominają mi dzisiaj: zbite i obolałe czwórki, moja ospałość i powolność w ruchach, spowolniony czas reakcji, zdarte i spuchnięte przedramię, zdarty i zbity bok, poharatane udo i zbite kolana. I błogie uczucie spokoju. Gdybym miała zobrazować, co się we mnie dzieje, to właśnie ten spokój i ból przenikają się nawzajem. I jeszcze do tego wszystkiego próbuje dołączyć apetyt na więcej, ale ból - póki co - na szczęście chwilowo mnie hamuje. Moje ciało po tym, co mu zafundowałam w sobotę w postaci ponad trzydziestokilometrowego biegu po Tatrach, domaga się solidnego zaopiekowania. Fot. Andrzej Tomczyk Emocje po biegu stopniowo opadają, a ja próbuję sobie przypominać, co się właściwie w tych górach wydarzyło. Pamiętam trudny początek. Jak na początkowym dobiegu po asfalcie panicznie łapię tlen, a i tak ciągle mi go mało. Jak na podejściu pod Nosal kapie ze mnie pot, jak boję się, że się odwodnię i będę cierpieć do samego końca biegu. Jak na zbiegu...

Autyzm kontra bieganie: samotność długodystansowca.

Często zdarza mi się w ostatnim czasie zastanawiać nad tym, czy moja autystyczność mi w bieganiu pomaga, czy raczej przeszkadza. Jestem na początku drogi zwanej "życiem po diagnozie", więc łapię się często na tym, jak sama rozkminiam, czy takie a nie inne moje postępowanie lub zachowanie wynika z tego, że jestem autystyczna, czy po prostu z cechy charakteru.  Jednak w kontekście biegania... To jest indywidualny sport. Zwłaszcza bieganie na nieco dłuższych dystansach. Trzeba lubić być w biegu samej/samemu, a to jest coś, co mi od początku bardzo w tym sporcie odpowiadało. Nawet często nie rozumiałam tego, jak w ogóle można umawiać się na wspólne treningi ;) Trening to zawsze był czas, który spędzałam sama ze sobą. Czas, w którym wręcz instynktownie do tej samotności dążyłam. Wyjście na zorganizowane lub grupowe treningi zdarzyły mi się może kilka razy w ciągu ponad dziesięciu lat biegania. Celem nie było bynajmniej spotkać się z ludźmi, tylko np. to, że miała być trenowana kon...

Jak do tego doszło, że.

Rok 2011. Niecałe dwanaście lat, licząc od momentu, w którym to piszę. Lipcowy wieczór, ale nie pamiętam (niestety) dokładnej daty. Byłam wówczas w związku, drugim poważnym w moim życiu i pierwszym nie zakrawającym o patologię. Nie byłam jednak w tej relacji szczęśliwa. Czułam się w niej bezpiecznie i to mnie w niej trzymało, ale... - tutaj wielokropek musi wystarczyć.  Był sobie zatem ten wieczór, a ja czułam w sobie złość, frustrację i zalewający mnie gniew. W przeciwieństwie do wielu sytuacji, w których miałam problemy z rozpoznaniem własnych emocji, tym razem całkiem nieźle zdawałam sobie sprawę z tego, co mnie tak frustruje. To była właśnie relacja, w której się nie spełniałam, moje życie, które nie potoczyło się tak jakbym chciała, praca, która mnie wtedy sporo psychicznie kosztowała, wiele niespełnionych marzeń, które tylko się coraz bardziej oddalały, ciągłe uczucie zmęczenia, wyczerpania. Czułam się w tym cholernie, do bólu, sama. Jednocześnie tliła się we mnie jakaś wewnę...