To, co wchodzi najoporniej.
Zmiany. Nigdy nie znosiłam ich zbyt dobrze. Nigdy nie lubiłam. Ostatnia rzecz, do której dążyłam. Wywalać do góry nogami bezpieczną rzeczywistość, do której się zaadoptowałam i w której nauczyłam się żyć. Gdy nawet najmniejsza zmiana w planie dnia potrafi mi niekiedy rozwalić system i sprawić, że czuję się rozbita i pogubiona, nie ma opcji, żebym poważniejsze zmiany w życiu, mam na myśli te przełomowe, znosiła dobrze. Takie zmiany zawsze napawały mnie lękiem, nawet jeżeli miały być na lepsze. Zwykle odwlekałam je w czasie na ile się dało. Często do momentu, kiedy sytuacja była podbramkowa i nie było wyjścia. Nie inaczej jest teraz. Zmiana dotyczy mojego życia zawodowego i - teoretycznie - chciałam wprowadzić ją już dawno. Wiele razy próbowałam podejść do tematu, jednak za każdym razem coś mnie powstrzymywało. Coś, czyli lęk. Przed tym, że będę musiała porzucić całą dotychczasową rutynę dnia, wyjść ze swojej bezpiecznej norki i wejść na nieznany grunt. Zetknąć się z ludźmi i nauczy...