Lipiec i sierpień. Z górki, pod górkę, z górki, pod...
Bardzo chciałam żeby ogólne brzmienie treści na tym blogu było pozytywne. A tu wyszedł mi taki klops. Post znaczy się, w którym pozytywnie nie jest. Jest chyba dość smutno i pisząc go, czułam jak bardzo podcięte są moje skrzydła, ale jednak z uporem maniaka, tudzież autystki, próbuje je sklejać, bo chcę lecieć dalej. Lipiec zaczął się od Biegu Marduły, po którym emocje trzymały mnie jeszcze kilka dobrych dni. Po tym biegu bardzo mocno do mnie dotarło, że całkiem umiem w to bieganie po górach i że praca na treningach przynosi efekty. Że mnie, osobę z takim a nie innym ciałem, taką a nie inną konstrukcją psychiczną stać na osiąganie fajnych wyników w sporcie i że czas mocniej wierzyć w siebie. I dalej robić swoje, podążać swoją drogą i kierować się swoją intuicją. Do pewnego momentu cieszyłam się tym przypływem pozytywnej energii i mocy, aż kilka spraw mnie mocno ściągnęło na ziemię. Rzuciłam się w wir poszukiwania pracy, które idzie mi jednak gorzej niż się spodziewałam. Nie ...